Fitomed – czy zachwyt nad marką trwa?

Wiecie już, że jestem z Wami zawsze szczera aż do bólu. Dlatego mogę powiedzieć bez obaw, że Fitomed jest moim faworytem jeśli chodzi o polskie marki kosmetyczne. To naprawdę świetne jakościowo kosmetyki, które nie ustępują markom ekskluzywnym. A ile można zaoszczędzić. Oczywiście nie oznacza to, że zupełnie wyleczyłam się z kupowania kosmetyków marek premium. To mój słaby punkt i pewnie jeszcze długo będę popełniać takie grzeszki. Jednak Fitomed uwielbiam. Dlaczego?

Zalety marki Fitomed

To produkty, których cena sprawia, że mogą pozwolić sobie na nie wszyscy. Są coraz częściej dostępne w wielu drogeriach – bardzo duża część asortymentu znajduje się w drogeriach Natura. W tej notatce chcę Wam opowiedzieć o moich trzech faworytach, a będą to: Mój Krem Numer 2, Olejek Miejski z kocanką oraz Esencja nawilżająca z różą. Czas na pierwszy produkt.

Mój Krem Numer 2 – must have każdej kobiety

Mój Krem numer 2 to zdecydowanie najlepszy krem odżywczy, jakiego przyszło mi używać. Skóra jest gładka, odżywiona – ale jest to uczucie prawdziwe, głębokie, które utrzymuje się cały czas. Jest to dla mnie szczególnie ważne przy leczeniu Curacne, dlatego jestem taką fanką tego kremu. Niech schowają się kremy z marek luksusowych – stosowałam Givenchy, Miya Call Me Later i żaden z nich nie pozostawiał mojej skóry tak dogłębnie odżywionej. Mój Krem Numer 2 na pewno będę stosować zimą i nie zamienię go na żaden inny. Chociaż ma dość ciężką konsystencję i nie nadaje się pod makijaż to i tak uważam go za świetny. Po prostu jeśli nie lubisz się świecić to po tym kremie Twoim niezbędnikiem stanie się puder matujący.

Nowość – Olejki Miejskie

Wśród nowości Fitomed pojawiły się Olejki Miejskie – z kocanką oraz z różą. Ja zdecydowałam się na ten pierwszy. Ma dość charakterystyczny zapach i żółtawy kolor, jednak nie zostaje on na skórze. Warto zauważyć, że olejek nie jest matowy i pozostawia na skórze połysk, jednak nie przeszkadza to w późniejszym nakładaniu makijażu. Najlepsze efekty uzyskałam, stosując go na krem, gdyż kiedy używałam go samodzielnie, był za słaby.

Ciężko jest przebić mojego faworyta Bless Me Saint Oil, jednak olejek z kocanką na pewno znajdzie miejsce na mojej kosmetycznej półce. Fajnie natłuszcza, przyda się również do olejowania włosów czy ochrony skórek wokół paznokci, szczególnie w chłodniejsze dni.

Mój faworyt – kolejne opakowania czekają!

Jeśli zaś chodzi o esencję to jestem zachwycona i jak widzicie po zdjęciach mam już kolejne opakowanie. Jakby inaczej! W połączeniu z produktem ze śluzem ślimaka od CORSRX działa cuda. Produkt świetnie pachnie, dobrze się wchłania, stanowi świetny podkład pod krem.

Zastanawiacie się, jak ją aplikuję. Na twarz nakładam tonik (może jestem już nudna, ale też z Fitomedu) i na jeszcze wilgotną skórę nakładam esencję. Jej działanie jest bardzo widoczne – kolejne produkty wchłaniają się o wiele lepiej, skóra jest napięta i nawilżona. Dla mnie to zdecydowanie numer jeden w pielęgnacji – must have dla każdej kobiety.

Na zakończenie

Jak widzicie, cała moja pielęgnacja jest zdominowana przez produkty Fitomed. Wiadomo, że jest to sprawa indywidualna, ale mi ich produkty naprawdę odpowiadają – skład, ceny, działanie na moją skórę. Wszystko to sprawia, że jestem wierną konsumentką i na pewno z chęcią wypróbuję kolejne produkty. A potem oczywiście dam Wam znać na blogu!

 

Dodaj komentarz